28 April 2016

So I saw Warsaw.

Może ktokolwiek jeszcze pamięta tę burgundową lumpeksową marynarkę, która pojawiła się w poście z 2013 roku (Red wine, please!)? Wtedy była nieco dłuższa, ale po jakimś czasie postanowiłam ją odświeżyć podcinając kilka centymetrów. I oto pojawia się na blogu w swojej kolejnej odsłonie w myśl kultowej zasady "stara, ale jara" oraz mojej własnej "taka ładna, a taaaaaka tania". Warto wspomnieć też o spodniach w drobną krateczkę, gdyż kupiłam je podczas zimowych przecen w Mango, gdzie ostatnimi czasy podoba mi się coraz więcej rzeczy i, co za tym idzie, mój chłopak musi być coraz bardziej stanowczy w odciąganiu mnie siłą sprzed szykownych witryn tego właśnie sklepu.
W takim wydaniu wybrałam się do Warszawy, aby po raz pierwszy (przysięgam, że nie wiem jak do tego doszło) odwiedzić stolicę. Niemalże słyszę głos dziadka: "cudze chwalicie...",  ale lepiej późno niż wcale, Warszawa zaliczona. Muszę przyznać, że po całkiem sporej ilośći mało pochlebnych opinii o tym mieście spodziewałam się szarej kupy wysokich budynków, niczego szczególnego. Okazało się jednak, że stolica nie taka zła jak mawiają: kilka ładnych parków, śliczna starówka, sympatyczne knajpki, migające w nocy wieżowce - zdecydowanie ma swój urok. Być może problem w tym, że o opinie zazwyczaj pytałam sympatyków Krakowa, którzy należą do zdecydowanej opozycji w bitwie o "najlepsze miasto w Polsce" i na pewno nie są obiektywni.
Zdjęcia poniżej zostawiam Waszej ocenie;).
***
Maybe some of you remember the burgundy second hand blazer that appeared in one post from 2013 (Redwine, please!)? Back then it was a bit longer, but some time ago I decided to cut a few centimeters. And here it comes again in its new version, according to the cult rule "old but good" and my very own "so pretty and sooo cheap". It is worth mentioning the tartan pants because I've bought them during the winter sales in Mango which I recently find more and more alluring and, as a consequence, my boyfriend has had to become respectively more and more firm in dragging me out of the store windows.
Wearing this outfit I went to Warsaw to see for the first time (I swear I have no idea how it has actually happened) our capital. I almost hear my grandpa's voice: "the grass is always greener…", but better late than never, Warsaw – checked off! I have to admit that after hearing quite a lot not very flattering opinions about the city I expected a bunch of grey buildings and streets, nothing particular. But it turned out that the capital was not that bad: a couple of beautiful parks, lovely old town, nice brasseries, shining at night skyscrapers – definitely there is a certain charm. Perhaps my attitude was that skeptical because I was asking for the opinion only Cracow-lovers who definitely belong to the opposite camp in "Which Polish city is the best place ever?" battle and as an obvious result are not objective!;)
Enjoy the whole lot of pics and judge by yourself!




blazer - second hand (+ DIY) | tartan pants - Mango | blouse - Top Shop (second hand) | bracelets - Atmosphere/DIY | bag - Atmosphere | watch - New Look | sunglasses - Camden Town in London


5 comments:

  1. Great look! I love the first pic :)))

    http://sbr-fashion-fashion.blogspot.com/

    ReplyDelete
  2. A mnie chyba bardziej spodobała wersja bez marynarki :) Pasuje Ci beż!

    Ściskam mocno,
    www.NIECH-PANI-PATRZY.blogspot.com
    __________________________________
    + a u mnie: niebiesko, wiosennie z dodatkiem żółtych żonkili - zapraszam!

    ReplyDelete
  3. Piękny zestaw, podoba mi się połączenie beż i bordo.
    Śliczne fotki !!!

    Pozdrawiam Zocha
    http://www.zocha-fashion.pl/

    ReplyDelete
  4. Hej, piekny jest ten burgundowy zakiet. W ogóle warszawa ma swój klimat, ładne zdjęcia. Pozdrawiam i zapraszam do mnie na www.lap-stajla.blogspot.com

    ReplyDelete
  5. Ja w Wawie bylam ledwie 2 razy i to na 1-2 dni :) trzeba nadrobić :) piekny żakiet!

    ReplyDelete